Romantyczna droga…

Postanowiliśmy, że w Cienfuegos spędzimy tylko jedną noc i od razu udamy się do słynnego Trinidadu. Ostatecznie w Mieście Stu Ogni nie ma za bardzo po co zatrzymywać się na dłużej (w każdym razie my tego nie zauważyliśmy), a Trinidad kusi swoimi atrakcjami. W końcu jest to miasto wpisane na listę UNESCO, położone niedaleko parku narodowego Topes de Collantes i półwyspu Ancon… Nie zastanawiamy się więc dłużej i z bólem serca oznajmiamy właścicielce casy (przecież była dla nas taka miła!), że czas wyjeżdżać. Ruszamy zaraz po powrocie z promowej wycieczki, obliczając, że spokojnie powinniśmy przed zmrokiem dotrzeć do Trinidadu. Trasa według nawigacji jest bowiem prosta i wyjątkowo krótka. Pakujemy się pospiesznie, żegnamy, oczywiście obiecujemy wrócić i… jedziemy dalej. Szybko okazuje się jednak, że w godzinę to my do Trinidadu na pewno nie dojedziemy.

Na Kubie były dwie trasy, które wzbudziły u mnie autentyczny zachwyt. Pierwszą z nich była droga na Cayo Coco o wschodzie. Drugą - właśnie droga z Cienfuegos do Trinidadu. Jest przepięknie! Zatrzymujemy się co kilka kilometrów na zdjęcia. „Jeszcze jedno”, „to będzie ostatnie”, „proszę, proszę, jeszcze tutaj”… nie mogę się opanować. Widoki są naprawdę piękne: soczyście zielone pola i pastwiska, na nich krowy bądź konie, gdzieniegdzie zaś po środku tej bezkresnej zieleni rozpadający się drewniany płotek, wiatrak, bądź inny element rolniczej infrastruktury. A w tle Escambray - kubańskie góry. I na dodatek udaje nam się wstrzelić w magiczną „złotą godzinę”, więc wszystko wydaje się jeszcze piękniejsze, spowite złotym odcieniem zachodzącego słońca… tak romantyczne, tak cudowne. Trudno więc nie chcieć tego uwiecznić. Żałuję tylko, że moje fotograficzne umiejętności pozostawiają jeszcze tak wiele do życzenia…


Im bliżej Trinidadu tym droga zaczyna biec coraz bliżej morza. Podziwiamy więc klify, majestatyczne mosty i fale rozbijające się o brzeg. Jest równie pięknie, choć nieco inaczej.


Wreszcie widzimy z daleka światła miasta. Bienvenidos a Trinidad! Witamy w Trinidadzie! Zaczyna się robić ciemno, więc akurat zdążyliśmy. Telepiąc się po kocich łbach i błądząc w poszukiwaniu naszej kolejnej casy szybko przeliczam w głowie ile czasu nam zeszło na przejechanie tego krótkiego 80 kilometrowego odcinka. Miało być nieco ponad godzinę. Wyszło nieco ponad trzy. Ale było warto!
#kuba #cienfuegos #trinidad #escambray