Tropikalna dżungla

Drugi dzień na Playa Larga był dniem odkrywania. Z samego rana śniadanie (po którym ciężko było się wytoczyć z krzesła). A przy śniadaniu... gekon! Albo inny jaszczur. Grunt, że kolorowy i chodził po ścianie! Takich u nas nie ma! Podekscytowani zafundowaliśmy gadowi pełną sesję zdjęciową. :)
Najedzeni, przebrani jak na polską jesień, a nie 30 stopni ciepła (ochrona przed komarami!), nakremowani i spryskani czym się da wyruszamy na podbój Półwyspu Zapata. W pierwotnej wersji mieliśmy oglądać flamingi na rozlewiskach. Okazuje się jednak, że to nie ten czas. I jakbyśmy byli zimą to wtedy... Wybieramy więc opcję puszczy, jaskiń i wybrzeża. Też dobrze.
Tym razem mamy przewodnika, poleconego nam przez Noli i Yeni. Na wycieczkę (autem) wybierają się z nami trzy Francuzki (z których jednak okazuje się być Peruwianką – świat jest mały!). Plus ich kierowcy. Bo kobiety podróżują po wyspie wynajętą taksówką.
Przystanek: dżungla.

Pierwsze wrażenia? Koooooomary. Mnóstwo komarów. Są wszędzie. Na czole, na plecach, na nogach na rękach. Wszędzie. WSZĘDZIE. I nic nie pomagają cudowne, tropikalne środki, długie spodnie i machanie jak głupia czym popadnie. One po prostu są żądne krwi.
Drugie wrażenia? Kraby. Mnóstwo krabów. Może nie tak dużo, jak komarów, ale czujemy, że cały las się rusza. Praktycznie w każdym miejscu można było dostrzec jakiegoś skorupiaka. Są białe, pomarańczowe, fioletowe...Nasz przewodnik pokazuje jak odróżnić samca od samicy (wybaczcie, już nie pamiętam :( ).


Trzecie wrażenia? W końcu jesteśmy w dżungli! Co prawda byliśmy trochę w Peru, ale nie wchodziliśmy pomiędzy drzewa. Teraz też nie jest to wyprawa w poszukiwaniu dzikich plemion, ale można poczuć różnicę pomiędzy ot, zwykłym lasem, a dzikim, gęstym lasem tropikalnym. Jest wszystko tak, jak być powinno. Są liany, są storczyki, palmy, motyle i bujna roślinność. Tylko te *%$@! komary....
Udaje nam się trafić też na kilka gatunków ptaków. Dzięcioła, kuku cubano (albo coś takiego), dzikie gołębie. Szczególną uwagę zwraca jednak ptak-strażnik. Zaczyna on bowiem wydawać charakterystyczny dźwięk, jak tylko zobaczy człowieka. W ten sposób Kubańczycy „wykorzystują” go do pilnowania pól.

Strażnik.

Ave nacional - ptak w kolorach barw narodowych Kuby.


Przystanek: jaskinia nietoperzy i jezioro żółwi
Docieramy do okolic Playa Giron. Musicie mi wybaczyć, nie pamiętam nazw konkretnych miejsc. To jeszcze nie ten poziom hiszpańskiego by wszystko rozumieć. Podekscytowanie wszystkim co się działo wokół nie ułatwiało sprawy. No i , nie ma co ukrywać, hektolitry potu spływające po czole też. W każdym razie przewodnik zaprowadził nas do jaskini nietoperzy. A nie była to byle jaka jaskinia z jakimś ledwo widocznym ssakiem, gdzieś daleko po kamieniem. Tych nietoperzy było kilkadziesiąt. I nie latały jak głupie, przestraszone, że ktoś zakłócił im sen. Grzecznie pozowały do zdjęcia.

Tak samo jak ogromny, włochaty pająk. Ale PONOĆ niejadowity. Nie sprawdzałam :) Potem krótka wędrówka lasem – dalej tropikalnym, choć już nieco przerzedzonym. Po drodze mijamy storczyki o zapachu wanilii (!) i drzewo przeprowadzające fotosyntezę również poprzez korę. Docieramy do czegoś w rodzaju dzikiego zbiornika. Wpatrujemy się w wodę – żółwie! Przewodnik mówi, że zaraz będziemy mogli z nimi popływać. Hura! Cieszę się, jak małe dziecko. Do czasu... gdy okazuje się, że jeziorko ma z 4 metry głębokości. Odzywa się mój strach przed pływaniem w miejscach, w których nie mogę dosięgnąć dna. No cóż... pozostaje mi tylko zamoczenie nóg. I świadomość, że tak jakby pływałam z żółwiami. Albo chociaż moczyliśmy się w tej samej wodzie :)

Tam na końcu były żółwie.

Przystanek: wybrzeże
Po opłacie 15 CUC od osoby rozstaliśmy się z przewodnikiem. Jadąc do jaskini nietoperzy kątem oka zauważyliśmy turkusowe morze, wołające: wejdźcie do mnie! Urzeczeni widokiem postanowiliśmy – wrócimy tutaj! Tak więc zamiast wracać do naszej wioski, postanowiliśmy trochę ponurkować i wykorzystać piękną pogodę na plażowanie. Wybraliśmy przyjemne miejsce, zostawiliśmy samochód w zasięgu wzroku i udaliśmy się do wody. Łatwo niestety nie było – ostre kamienie, jeżowce... Ale w końcu się udało. Kolorowe rybki! Ciepła woda! Słońce! I jak tu nie kochać kubańskiej przyrody :)
#kuba #playalarga #zatokaświń