Dookoła wyspy

Gdy kupiliśmy już bilety i dotarło do nas, że: „tak! Jedziemy na Kubę!” usiedliśmy i zaczęliśmy planować. Na początku ambitnie.
„Przejedziemy dookoła całą wyspę! A co!” - myśleliśmy. Przecież nie jest taka duża... Z czasem jednak uświadomiliśmy sobie brutalną rzeczywistość. Dwa tygodnie (z kawałkiem) to zdecydowanie za mało na taką wyprawę. Oczywiście, moglibyśmy do każdego miejsca wpadać jak po ogień, nie ciesząc się pobytem i zaliczając tylko bez zatrzymania kolejne punkty. Po namyśle zrezygnowaliśmy z tej opcji i, choć dalej objazdowo, postawiliśmy na podróżowanie w którym mamy czas na zatrzymanie się, spojrzenie w morze i spokojne zjedzenie śniadania. Dlatego też udało nam się objechać (tylko lub aż) jakąś jedną trzecią wyspy. A zobaczyliśmy w zasadzie prawie wszystko co Kuba może nam zaofiarować: miasta, pola, wysokie góry, zielone równiny, plantacje, lasy i przepiękne morze z zachwycającymi 'cayos'. Jedyne, czego żałujemy, to fakt, że nie udało nam się dojechać do Vinales (mieliśmy w planach jednodniową wycieczkę z Hawany, ale po naszej niezbyt przyjemnej przygodzie opisanej tutaj musieliśmy sobie odpuścić) i Guantanamo (nie, żeby fascynowały nas amerykańskie bazy wojskowe, ale ciekawie brzmi „byliśmy w Guantanamo” :) ). Na szczęście nic straconego. Przecież obiecaliśmy wszystkim naszym Kubańskim przyjaciołom, że jeszcze tam wrócimy!
W każdym razie dwa tygodnie to wystarczający czas na poznanie i rozsmakowanie się w Kubie. W każdym miejscu spędziliśmy dwie noce (prócz Cienfuegos i Hawany) i nie musieliśmy jeździć nocami ani jakoś specjalnie się męczyć. Chwilami podróż bywała nużąca, na szczęście nasza najdłuższa trasa (Trinidad-Remedios) wynosiła około 3 godzin, więc dało się przeżyć.

  1. Hawana – w niej spędziliśmy najwięcej czasu (cztery pierwsze noce i dwie ostatnie, czyli w sumie niecały tydzień) i jeśli mielibyśmy robić jakieś poprawki w naszym planie to zdecydowanie skrócilibyśmy pobyt właśnie w stolicy, która mimo iż fascynująca i ciekawa to jest też brudna, hałaśliwa i na dłuższą metę męcząca.

  2. Hawana – Playa Larga – pierwszy wyjazd z miasta, prosta, wygodna droga Autopistą i fascynacja każdą rzeczą spotkaną po drodze (jeszcze wszystko jest nowe i takie... egzotyczne)

  3. Playa Larga – Cienfuegos – niezbyt długa trasa; w Cienfuegos spędziliśmy tylko jedną noc, bo w zasadzie, prócz całkiem przyjemnego miasteczka, okolica nie posiada zbyt wielu atrakcji

  4. Cienfuegos – Trinidad – najpiękniejszy, najbardziej malowniczy przejazd. Z Cienfuegos wyjeżdżaliśmy popołudniu, kiedy słońce powoli chyliło się ku zachodowi, co w połączeniu z obrazem gór w oddali oraz przepięknymi polami i pastwiskami tworzy zapierający dech w piersiach widok. Choć to najkrótsza trasa, zajęła nam stosunkowo dużo czasu, bo nie mogliśmy przejść obojętnie wobec takich krajobrazów i co chwila przystawaliśmy robić zdjęcia.

    Widoki z najbardziej malowniczej trasy.

    Witamy w Trinidadzie!


  5. Trinidad – Moron (przez Sancti Spiritus) - Cayo Coco – najdłużej trwająca podróż, nieco nużąca (przez w zasadzie monotonne, powtarzające się widoki). Warto w zatrzymać się w Sancti Spiritus, zrobić sobie chwilę przerwy i nabrać sił na dalszą jazdę. Radzę nie słuchać nawigacji i jechać przez Ciego de Avila. Nas pokierowała „drogą” przez Tamarindo, która... składała się praktycznie z samych dziur. Musieliśmy jechać maksymalnie 30 km/h cały czas modląc się, żeby nie odpadło nam koło. Przejazd z Moron do Cayo Coco jest bardzo prosty, prowadzi przez usypaną groblę środkiem morza, co samo w sobie stanowi nie lada atrakcję. I, oczywiście, jest kolejnym, niezapomnianym przeżyciem.

  6. Moron - Remedios (Cayo Santa Maria) – podróż do Remedios w zasadzie nie wyróżnia się niczym specjalnym. Nie jest ani przesadnie trudna ani zapierająca dech w piersiach. Na Cayo Santa Maria jedzie się podobnie jak na Cayo Coco – usypaną groblą.

  7. Remedios – Matanzas (przez Santa Clara) – Varadero – niestety, przejazd do Matanzas nie należał do najprzyjemniejszych. Najpierw przystanek w Santa Clara, który na początku wydawał się niezwykle interesujący (mauzoleum Che!), ale skończył się dla nas dość nieciekawie (przeczytajcie tutaj), a później napotkana po drodze burza i dalsza jazda w strugach deszczu z nastrojem bardziej pasującym do pogrzebu niż do wakacji. Na szczęście po burzy zawsze wychodzi słońce i podróż do Varadero następnego dnia odbyła się już z uśmiechem na twarzy. Jadąc do tego popularnego kurortu można od razu odczuć, że jest to miejsce nastawione na turystów – drogi są wyjątkowo zadbane, nie ma dziur, a i trawa wokół idealnie zielona i przystrzyżona.

  8. Matanzas – Hawana – kolejna krótka podróż. Po drodze jeden malowniczy punkt widokowy i niestety.... wiele fabryk (a także miejsc wydobycia ropy) wydzielających przykry zapach siarkowodoru, który czuć ze znacznej odległości. Na tej trasie okna muszą być szczelnie zamknięte :)

#kuba #trasa #auto