Kuba. Czy warto?

Uczuć, jakie towarzyszą wizycie na Kubie, nie da się opisać jednym słowem. Kuba to bowiem kraj wielu sprzeczności. Zachwyca i rozczarowuje. Rozkochuje i wzbudza nienawiść. Jednocześnie.

Kuba była naszym marzeniem już od dawna. Wyobraźnia, karmiona niezwykle romantyczną wizją hawańskich ulic z „Dirty dancing”, podsuwała coraz to śmielsze obrazy: my, tańczący salsę wśród serdecznych Kubańczyków, spacerujący w scenerii kolonialnych budowli i starych, amerykańskich chevroletów czy wreszcie sączący leniwie mojito w hamaku na niebiańsko pięknej plaży.
Z drugiej strony czytaliśmy, że przecież Kuba to komunizm, Che i rewolucja. Straszono nas (a może zachęcano?... w końcu tego nie zaznaliśmy) kolejkami, sklepowymi półkami wypełnionymi tylko rumem oraz mnóstwem problemów przy wjeździe i wyjeździe.
Prawda natomiast okazała się być ukryta gdzieś po środku. A Kuba objawiła się nam jako prawdziwy tropikalny miks. Wart spróbowania? Z pewnością tak. I to koniecznie teraz, kiedy wyspa stoi w rozkroku pomiędzy intrygującą przeszłością a bardziej liberalną przyszłością. Bo jest łatwiej niż było, ale wciąż „nieidealnie” – można się dziwić, irytować i poznawać. Smakować Kuby takiej, jaką jest i jaką zaraz przestanie być. Bo wraz z postawieniem pierwszego McDonalda całkowicie pryśnie jej czar… i z muzealnego obiektu stanie się po prostu kolejnym turystycznym gadżetem na mapie świata.

#kuba #przygotowania