27.07.2016

Jak dolecieć, pójść spać i nie zwariować

Tak, jak pisałam już w jednym z poprzednich wpisów, dużą część wakacyjnego budżetu przeznaczonego na Kubę zabierze nam sam bilet lotniczy. Szczęśliwie, można znaleźć wiele promocji, które uczynią naszą podróż znośną dla portfela. Warto też być odrobinę elastycznym względem terminu i pogodzić się z wizytą na Kubie niekoniecznie w szczycie sezonu (co według mnie jest dodatkową zaletą!).
Nam udało się trafić na stosunkowo tani bilet na trasie Berlin – Hawana – Berlin (z przesiadką w Amsterdamie) na lot w czerwcu holenderskim KLMem. Opcja w obie strony, w odstępie około 2,5 tygodnia kosztowała nas niecałe 550 euro. A i tak nie jest to najtańsza możliwość – widzieliśmy gdzieś promocję na lot z Warszawy do Hawany za niecałe 2 tysiące. Aeroflotem :)
Wracając do naszej linii lotniczej, to z „latającym holendrem” mieliśmy już do czynienia podczas podróży do Peru. I, mimo że ma swoje wady, to podróżuje się dość przyjemnie i komfortowo. Tak więc – polecamy.
Z dotarciem do Berlina akurat z Polski też nie ma większego problemu. Nie wiem, jak jest z innymi miastami, ale z Trójmiasta do stolicy Niemiec całkiem szybko możemy dotrzeć pociągiem lub autobusem.
Jeśli trafimy na poranny lot to niestety przyjdzie nam gdzieś spędzić noc. W wersji ekonomicznej (wybranej przez nas) możemy przespać się na lotnisku.
24.07.2016

Dookoła wyspy

Gdy kupiliśmy już bilety i dotarło do nas, że: „tak! Jedziemy na Kubę!” usiedliśmy i zaczęliśmy planować. Na początku ambitnie.
„Przejedziemy dookoła całą wyspę! A co!” - myśleliśmy. Przecież nie jest taka duża... Z czasem jednak uświadomiliśmy sobie brutalną rzeczywistość. Dwa tygodnie (z kawałkiem) to zdecydowanie za mało na taką wyprawę. Oczywiście, moglibyśmy do każdego miejsca wpadać jak po ogień, nie ciesząc się pobytem i zaliczając tylko bez zatrzymania kolejne punkty. Po namyśle zrezygnowaliśmy z tej opcji i, choć dalej objazdowo, postawiliśmy na podróżowanie w którym mamy czas na zatrzymanie się, spojrzenie w morze i spokojne zjedzenie śniadania. Dlatego też udało nam się objechać (tylko lub aż) jakąś jedną trzecią wyspy. A zobaczyliśmy w zasadzie prawie wszystko co Kuba może nam zaofiarować: miasta, pola, wysokie góry, zielone równiny, plantacje, lasy i przepiękne morze z zachwycającymi 'cayos'. Jedyne, czego żałujemy, to fakt, że nie udało nam się dojechać do Vinales (mieliśmy w planach jednodniową wycieczkę z Hawany, ale po naszej niezbyt przyjemnej przygodzie opisanej tutaj musieliśmy sobie odpuścić) i Guantanamo (nie, żeby fascynowały nas amerykańskie bazy wojskowe, ale ciekawie brzmi „byliśmy w Guantanamo” :) ). Na szczęście nic straconego. Przecież obiecaliśmy wszystkim naszym Kubańskim przyjaciołom, że jeszcze tam wrócimy!
W każdym razie dwa tygodnie to wystarczający czas na poznanie i rozsmakowanie się w Kubie. W każdym miejscu spędziliśmy dwie noce (prócz Cienfuegos i Hawany) i nie musieliśmy jeździć nocami ani jakoś specjalnie się męczyć. Chwilami podróż bywała nużąca, na szczęście nasza najdłuższa trasa (Trinidad-Remedios) wynosiła około 3 godzin, więc dało się przeżyć.

  1. Hawana – w niej spędziliśmy najwięcej czasu (cztery pierwsze noce i dwie ostatnie, czyli w sumie niecały tydzień) i jeśli mielibyśmy robić jakieś poprawki w naszym planie to zdecydowanie skrócilibyśmy pobyt właśnie w stolicy, która mimo iż fascynująca i ciekawa to jest też brudna, hałaśliwa i na dłuższą metę męcząca.

  2. Hawana – Playa Larga – pierwszy wyjazd z miasta, prosta, wygodna droga Autopistą i fascynacja każdą rzeczą spotkaną po drodze (jeszcze wszystko jest nowe i takie... egzotyczne)

  3. Playa Larga – Cienfuegos – niezbyt długa trasa; w Cienfuegos spędziliśmy tylko jedną noc, bo w zasadzie, prócz całkiem przyjemnego miasteczka, okolica nie posiada zbyt wielu atrakcji

  4. Cienfuegos – Trinidad – najpiękniejszy, najbardziej malowniczy przejazd.
23.07.2016

Podręczna apteczka

Kuba to w zasadzie tropiki. Jednak szczęśliwie nie trzeba się szczepić i zwykle, prócz poparzenia słonecznego czy niestrawności, nic nam specjalnego nie grozi. Z tego, co mi wiadomo istnieje okresowe ryzyko zachorowania na dengę przenoszoną przez komary, ale po pierwsze nie jest ono duże, a po drugie i tak nie mielibyśmy jak się przed nią uchronić (nie wynaleziono jeszcze skutecznych szczepień).
Na Kubie służba zdrowia stoi na wysokim poziomie (chwalą się wieloma niekonwencjonalnymi terapiami, niską śmiertelnością noworodków czy wreszcie jednym z wyższych wskaźników długości życia). Tak więc, jeśli mamy ubezpieczenie to raczej nie musimy martwić się, że przyjdzie nam leczyć się w kraju z dopiero co raczkującą medycyną.
Ale mimo to, na drobne dolegliwości, spora kosmetyczka z lekami to w zasadzie konieczność. Apteki na Kubie są bowiem raczej słabo zaopatrzone. Prawdopodobnie (pewności nie mam, nie potrzebowałam) zwykłe leki typu aspiryna będziemy w stanie kupić w sklepach w większych hotelach. Pytanie, czy w razie czego będziemy mieli siły maszerować w upale w poszukiwaniu tabletek?
14.07.2016

Słońce na Kubie

Wiele osób, na różnych forach, zastanawia się, czy jechać na Kubę w czasie naszych wakacji (czerwiec, lipiec, sierpień). My byliśmy w czerwcu i... polecamy.

Sezon na Kubie tak naprawdę trwa cały rok. Nie ważne w jakim miesiącu przyjedziesz temperatura i tak będzie cię rozpieszczać (te polskie lata...). Większość osób twierdzi jednak, że najlepszymi miesiącami na odwiedzenie wyspy to grudzień, styczeń i luty. Wtedy też przypada na wyspie szczyt sezonu, niestety równoznaczny z wysokimi cenami.
Natomiast czerwiec, lipiec i sierpień uważane są za miesiące dość kapryśne. Tak, to prawda – kilka razy złapała nas ogromna ulewa (ale za to jaka widowiskowa!) i deszczowy dzień w Hawanie, jednak mimo to myślę, że nie ma co się bać jeździć na Kubę o tej porze roku. Deszcz zwykle pada krótko (choć intensywnie), więc nie jest to jakimś większym problemem.
11.07.2016

Przygotowania

Marzą Ci się wakacje na Kubie. Ale... wybrać zorganizowaną wycieczkę z biurem podróży czy podróżować na własną rękę? Jeśli tylko przeszła Ci przez myśl druga opcja – wspaniale! Kuba to idealny kraj na samodzielne podróże. I niech nie przerażają Cię opisy w starych przewodnikach - w większości są już nieaktualne. A sama Kuba doceniła przybywających tu tysiącami turystów (zwłaszcza ich portfele), coraz bardziej upraszczając wszelkie formalności.
Oczywiście, nie jest też tak, że na Kubę można pojechać z marszu, ot, jak choćby do Hiszpanii. Jednak wielomiesięczne, żmudne przygotowania to zdecydowanie gruba przesada.

Co w takim razie jest nam potrzebne?

  1. Bilet lotniczy.
    Najbardziej kosztowna część wyjazdu. Warto śledzić strony z promocjami, czasem można kupić bilet bardzo okazyjnie. Dużo tańszych połączeń jest oferowanych także z miast niekoniecznie położonych w Polsce. Tak było w naszym przypadku. Znaleźliśmy bilety za 2400 zł na trasie Berlin-Amsterdam-Hawana-Amsterdam-Berlin. Do Berlina natomiast bez problemu można dostać się Polskim Busem lub pociągiem.

  2. Wiza
    O wizie na Kubie krąży wiele legend. Jeśli wybieracie się tylko na zwykły, wakacyjny wyjazd to w zasadzie nie jest wam potrzebna stricte wiza, tylko tak zwana „tarjeta de turista”, czyli mała, ale cenna kartka papieru za którą przyjdzie nam zapłacić ok. 140 zł. Można ją załatwić w ambasadzie Kuby (nie polecam, z tego co udało mi się doczytać, czeka nas dużo formalności i niezbyt przyjemna obsługa) lub w biurze podróży. Nie mam co prawda listy biur podróży w Polsce, które pośredniczą w uzyskaniu „tarjeta de turista”, ale z czystym sumieniem mogę polecić firmę Opal Travel w Warszawie (Karmelicka 19, tel. +22 635 90 63). Nie musimy się wcześniej umawiać (ale warto upewnić się, czy biuro ma na stanie tyle druków naszej karty). Prócz pieniędzy potrzebujemy paszportu (bądź jego kserokopii) i... już.
    Nie ma także problemu z uzyskaniem dokumentu dla innych osób.

  3. Noclegi
    Jadąc na Kubę byliśmy przekonani, że zarezerwowanie noclegów na kilka pierwszych nocy jest obowiązkowe i będziemy musieli pokazywać potwierdzenie, że nie spędzimy nocy na ulicy przy wjeździe do kraju.
najnowsze wstecz dalej najstarsze