Słońce na Kubie

Wiele osób, na różnych forach, zastanawia się, czy jechać na Kubę w czasie naszych wakacji (czerwiec, lipiec, sierpień). My byliśmy w czerwcu i... polecamy.

Sezon na Kubie tak naprawdę trwa cały rok. Nie ważne w jakim miesiącu przyjedziesz temperatura i tak będzie cię rozpieszczać (te polskie lata...). Większość osób twierdzi jednak, że najlepszymi miesiącami na odwiedzenie wyspy to grudzień, styczeń i luty. Wtedy też przypada na wyspie szczyt sezonu, niestety równoznaczny z wysokimi cenami.
Natomiast czerwiec, lipiec i sierpień uważane są za miesiące dość kapryśne. Tak, to prawda – kilka razy złapała nas ogromna ulewa (ale za to jaka widowiskowa!) i deszczowy dzień w Hawanie, jednak mimo to myślę, że nie ma co się bać jeździć na Kubę o tej porze roku. Deszcz zwykle pada krótko (choć intensywnie), więc nie jest to jakimś większym problemem. Jest za to niezwykle gorąco (co może być zaletą i wadą zarazem), a i woda w morzu nagrzała się już do granic przyzwoitości. I to właśnie wtedy mamy największą szansę na tanie loty, wypożyczenie samochodu w sensownej cenie czy wreszcie - praktycznie puste plaże.
Trzeba mieć też na uwadze, że lipiec i sierpień to typowe miesiące wakacyjnych urlopów dla Kubańczyków i może być już trochę tłoczniej. Aczkolwiek niemniej ciekawie.
Ryzykowny za to może być wrzesień-listopad. Jest to czas największego prawdopodobieństwa wystąpienia huraganów. I choć to zjawisko nie występuje regularnie, to jednak trzeba liczyć się z tym, że jest jak najbardziej możliwe.

Przygotowania

Marzą Ci się wakacje na Kubie. Ale... wybrać zorganizowaną wycieczkę z biurem podróży czy podróżować na własną rękę? Jeśli tylko przeszła Ci przez myśl druga opcja – wspaniale! Kuba to idealny kraj na samodzielne podróże. I niech nie przerażają Cię opisy w starych przewodnikach - w większości są już nieaktualne. A sama Kuba doceniła przybywających tu tysiącami turystów (zwłaszcza ich portfele), coraz bardziej upraszczając wszelkie formalności.
Oczywiście, nie jest też tak, że na Kubę można pojechać z marszu, ot, jak choćby do Hiszpanii. Jednak wielomiesięczne, żmudne przygotowania to zdecydowanie gruba przesada.

Co w takim razie jest nam potrzebne?

  1. Bilet lotniczy.
    Najbardziej kosztowna część wyjazdu. Warto śledzić strony z promocjami, czasem można kupić bilet bardzo okazyjnie. Dużo tańszych połączeń jest oferowanych także z miast niekoniecznie położonych w Polsce. Tak było w naszym przypadku. Znaleźliśmy bilety za 2400 zł na trasie Berlin-Amsterdam-Hawana-Amsterdam-Berlin. Do Berlina natomiast bez problemu można dostać się Polskim Busem lub pociągiem.

  2. Wiza
    O wizie na Kubie krąży wiele legend. Jeśli wybieracie się tylko na zwykły, wakacyjny wyjazd to w zasadzie nie jest wam potrzebna stricte wiza, tylko tak zwana „tarjeta de turista”, czyli mała, ale cenna kartka papieru za którą przyjdzie nam zapłacić ok. 140 zł. Można ją załatwić w ambasadzie Kuby (nie polecam, z tego co udało mi się doczytać, czeka nas dużo formalności i niezbyt przyjemna obsługa) lub w biurze podróży. Nie mam co prawda listy biur podróży w Polsce, które pośredniczą w uzyskaniu „tarjeta de turista”, ale z czystym sumieniem mogę polecić firmę Opal Travel w Warszawie (Karmelicka 19, tel. +22 635 90 63). Nie musimy się wcześniej umawiać (ale warto upewnić się, czy biuro ma na stanie tyle druków naszej karty). Prócz pieniędzy potrzebujemy paszportu (bądź jego kserokopii) i... już.
    Nie ma także problemu z uzyskaniem dokumentu dla innych osób.

  3. Noclegi
    Jadąc na Kubę byliśmy przekonani, że zarezerwowanie noclegów na kilka pierwszych nocy jest obowiązkowe i będziemy musieli pokazywać potwierdzenie, że nie spędzimy nocy na ulicy przy wjeździe do kraju. W rzeczywistości nikogo nie obchodziło czy mamy już nocleg czy nie. Oczywiście, warto mieć zaklepane jakieś miejsce, bo chodzenie z bagażami w upale i, nie oszukujmy się, po brudnej Hawanie, szukając zadowalającego nas hotelu lub casa particular (co to takiego? przeczytaj tutaj) nie będzie należało do najprzyjemniejszych. No i nie warto tracić naszego urlopu.

  4. Ubezpieczenie
    Ponoć też obowiązkowe i sprawdzane na wjeździe, ale nas jakoś i ta procedura ominęła. Jednak niezależnie czy wymagane czy nie, ubezpieczenie warto mieć., gdyż koszty leczenia na Kubie są stosunkowo drogie. Teoretycznie powinniśmy kupić ubezpieczenie w jednej z firm wskazanych przez Asistur, dzięki czemu łatwiej nam będzie uzyskać zwrot pieniędzy i skontaktować się z towarzystwem ubezpieczeniowym. Nie wiadomo też jak, w razie ewentualnej kontroli, władze kubańskie będą patrzeć na ubezpieczenia spoza tej puli. Warto więc nie ryzykować.
    Z polskich ubezpieczalni na powyższej liście znalazłam Mondial, Allianz i AXA.

  5. Pieniądze.
    Według oficjalnych wytycznych przy wjeździe należy zademonstrować, że ma się 100 $ na dzień (pokazanie karty traktowane jest jako spełnienie wymogu). Ale znów – nikt nas pod tym kątem nie sprawdzał.
    Ogólnie na Kubę najlepiej zabrać ze sobą gotówkę (o wymianie pieniędzy na Kubę przeczytacie tutaj). Jeśli jednak chcecie mieć ze sobą kartę „w razie czego” (przydaje się także przy wypożyczaniu samochodu), sprawdźcie koniecznie czy Wasz bank nie ma kapitału amerykańskiego i czy Wasza karta nie zostanie zablokowana po wykryciu transakcji z egzotycznego kraju.

  6. Samochód
    Jeśli planujecie poruszać się po Kubie samochodem, trzeba go wypożyczyć ze sporym wyprzedzeniem, przez internet. Zwłaszcza w sezonie. O wypożyczaniu samochodu piszemy tutaj.


Ufff... teraz wystarczy jeszcze spakować strój, paszport... i można ruszać w drogę!

Kuba. Czy warto?

Uczuć, jakie towarzyszą wizycie na Kubie, nie da się opisać jednym słowem. Kuba to bowiem kraj wielu sprzeczności. Zachwyca i rozczarowuje. Rozkochuje i wzbudza nienawiść. Jednocześnie.

Kuba była naszym marzeniem już od dawna. Wyobraźnia, karmiona niezwykle romantyczną wizją hawańskich ulic z „Dirty dancing”, podsuwała coraz to śmielsze obrazy: my, tańczący salsę wśród serdecznych Kubańczyków, spacerujący w scenerii kolonialnych budowli i starych, amerykańskich chevroletów czy wreszcie sączący leniwie mojito w hamaku na niebiańsko pięknej plaży.
Z drugiej strony czytaliśmy, że przecież Kuba to komunizm, Che i rewolucja. Straszono nas (a może zachęcano?... w końcu tego nie zaznaliśmy) kolejkami, sklepowymi półkami wypełnionymi tylko rumem oraz mnóstwem problemów przy wjeździe i wyjeździe.
Prawda natomiast okazała się być ukryta gdzieś po środku. A Kuba objawiła się nam jako prawdziwy tropikalny miks. Wart spróbowania? Z pewnością tak. I to koniecznie teraz, kiedy wyspa stoi w rozkroku pomiędzy intrygującą przeszłością a bardziej liberalną przyszłością. Bo jest łatwiej niż było, ale wciąż „nieidealnie” – można się dziwić, irytować i poznawać. Smakować Kuby takiej, jaką jest i jaką zaraz przestanie być. Bo wraz z postawieniem pierwszego McDonalda całkowicie pryśnie jej czar… i z muzealnego obiektu stanie się po prostu kolejnym turystycznym gadżetem na mapie świata.

najnowsze wstecz dalej najstarsze